W schronisku poszly prosto do kociarni.
Ruda zaraz po wejsciu usiadla na jakims pniaku rozlozonym na ziemi.
Kama stala zesztywniala i starala sie nie zwracac uwagi na charakterystyczny smrodek.
-choooodzcie mooordeczki,mrumrumru
glos Anki szelescil,niski i cieply
Koty zbiegaly sie do niej z wszystkich stron,ocieraly sie o nia,pchaly sie na kolana,do rak,jakis chudy rudzielec wskoczyl na ramie
-moje miski,moje wy paskudy parachate
Ruda az wibrowala czuloscia…
Kama nie wiedziala,co ma ze soba zrobic.Czula sie tak bardzo nie na miejscu.
Co ja tu robie????-myslala w poplochu-przeciez ja nie lubie kotow,boje sie ich,one przegryzaja gardlo jak sie spi…
Anka pociagnela ja za rekaw
Wyprowadzila ja do malego odgrodzonego pawiloniku.
Z klatki wyjela kocie,miauczalo i usilowalo uciec
-ciiiiicho malentasku,ciiiiiiiicho
mruczacy glos Rudej nawet na Kame dzialal uspokajajaco
Kociak przestal sie wyrywac,zamarl w przerazeniu.
on jest taki jak ja-kamila przygladala sie maluchowi ze wspolczuciem-nieruchomieje w rekach o tyle tyle wiekszej rudej wiedzmy,nie wie co ma zrobic,zeby ujsc z zyciem
patrzyla jak Anka ciegle przemawiajac do kiciaka zakrapla mu uszy,smaruje czyms skore-placki wylysiale nie wiedziec czemu
Kama wzdrygnela sie
jeszcze sie czyms zaraze-pomyslala
ale nie odsunela sie od malucha,ktory coraz bardziej uspokojony dotykiem Anki powolutku sie odprezal
-nie wiem co z nim bedzie-glos Rudej zadrzal lekko-w domu,pod troskliwa opieka ma szanse,ale tutaj…
z czuloscia gladzila pregowany lepek maluszka…
-ja go wezme-Kamila sama nie mogla uwierzyc,ze to powiedziala-jesli nie zaszkodzi to Zuli…
Anka popatrzyla zdziwiona
-nie powinno,takie rzeczy bardzo latwo leczy sie w domu,ale…jestes pewna?
-tak!
Kama byla pewna.Ten malec,tak strasznie bezbronny,tak bezradny i tak przerazony…
jak ja-pomyslala-zupelnie jak ja